Proza

Damian Bralewski
Damian Bralewski


Otwarte część I

Światło zmieniło w końcu kolor z czerwonego na zielone. Mogli swobodnie minąć pasy. Przechodząc na drugą stronę jezdni zostawili za sobą rynek starego miasta i wkroczyli w jedną z głównych ulic. W niesionym przez wiatr powietrzu unosił się zapach pobliskich kwietników oraz mniej przyjemny dla nosa smród wypalonego tytoniu, pochodzący z niedopałków papierosowych porozrzucanych wśród ławek i koszy na śmieci. Po obu stronach znajdowały się odrestaurowane kamiennice przedwojenne, sklepy z modną odzieżą i butami, bary, kawiarnie oraz restauracje. Wszystkie te punkty były już dawno zamknięte, a ulica pusta. Wątłe światła, ustawionych w równoległym rzędzie latarni wtórowały mdłemu blaskowi księżyca. Gwiazdy tliły się na niebie niczym rozżarzone węgielki. Pomimo późnej pory na zewnątrz było bardzo ciepło i przyjemnie.
 Wręcz idealny czas na ,,mały?? spacer, pomyślał Brandon. Idealny, gdyby  nie było aż tak późno. Senność i zmęczenie drażniły go niczym za mały, gryzący sweter. Spacerowali od około dwóch godzin i jego nogi odmawiały już posłuszeństwa.
- Trisha, możemy już wracać do domu? Albo przynajmniej przystanąć na chwilę? Nie mam już siły - powiedział Brandon.
- Nie zrzędź ? odpowiedziała Patricia.
- Dziewczyno jest już prawie druga w nocy! Wiesz,  jeśli zasnę po drodze to ty będziesz musiała nieść mnie na barana ? oznajmił.
- Jak będzie trzeba to cię ponoszę ?powiedziała Patricia.
Skierowała swój wzrok na lewą stronę chodnika, zobaczyła jak czarny, gruby kocur wyskakuje z zaciemnionego zaułka bocznej alejki i czmycha na drugą stronę głównej ulicy, tuż przed ich nosem. O nie, pomyślała, to się nie liczy.
- Ech? No dobrze ? oznajmiła. ? Zróbmy sobie mały odpoczynek na ławce. Potem pójdziemy do końca głównej i poczekamy tam na autobus. Może tak być, milordzie? ? zapytała.
- Cała przyjemność po mojej stronie, milady ? odparł Brandon.
  Nim zdążyła się obejrzeć miał już w ustach niebieskiego Pall Mall?a i siedząc na ławce puszczał kółka z dymu.
- Nie sądzisz, że te kółka przypominają donutsy? Te które jemy często u Ferby?ego ? zapytał Brandon.
- Cholerne świństwo ? odpowiedziała Patricia.
Nie lubiła gdy palił. Nie, po prostu tego nie znosiła. Do tego ten głupkowaty wyraz twarzy jakim raczył ją teraz zaszczycić. - Wyrzuć to już - powiedziała. - Idziemy.
- Daj mi jeszcze odpocząć- odparł Brandon. ? Dopale papierosa i możemy iść dalej.
Podrapał się po plecach i spojrzał na Patricię. Oho, pomyślał, chyba szykuje się kolejna krucjata mistrza zakonu ,,von Patricio??.
- Brandonie D?
Patricia podskoczyła w miejscu i obróciła się za siebie.
- Słyszałeś to? Co to było? ? zapytała ? Coś jakby plasnęło.
- Trudno było tego nie słyszeć- odparł. ? Twój chłopak właśnie zarobił kulkę, leć po pogotowie.  Brandon położył się bokiem na ławeczce, wybałuszył oczy i wysunął język z lewej strony, tak, że dotykał on prawie jednej z desek.
- Zaraz może zarobić drugą, jeżeli szybko nie podniesie się z ławki ? oznajmiła Patricia.
Brandon podniósł się z ławki, wyrzucił papierosa i wyprostował plecy.
- Wiesz co to było? ? zapytała.
- Tak. Podmuch wiatru uniósł jakąś gazetę i trzepną nią w szybę ? oznajmił. ? O tam.
Brandon wskazał palcem na znajdujące się blisko nich podłużne, szklane pomieszczenie, usytuowane na parterze kamiennicy.
  Patricia  bez słowa ruszyła w stronę owego pomieszczenia i przystanęła na dłuższą chwilę, wpatrując się w szyby, po czym krzyknęła:                                                                                     -Brands! Chodź tu! To galeria obrazów. Ale pięknie!
Pięknie? Pięknie byłoby leżeć teraz w łóżku i spać jak suseł, pomyślał Brandon. No cóż, zobaczymy co tam macie, powiedział do samego siebie i ruszył w stronę Patricii. Ciekawiła go muzyka, czy pisarstwo, lecz malarstwo nie leżało w kręgu jego zainteresowań.
  Wystawa galerii składała się z trzech części. Pierwsza z nich, zdecydowanie najdłuższa znajdowała się po lewej stronie. W tej części umieszczono większość obrazów wystawy i to właśnie tej części przypatrywała się Patricia. Środkową część stanowiły szklane drzwi wejściowe z malutkim przedsionkiem. Po prawej stronie galerii mieściła się reszta obrazów wystawy. Wszystkie szklane szyby obłożone były ręcznie zdobionymi drewnianymi framugami, które idealnie wpasowywały się w staroświecki wystrój tego miejsca. Na górze nad szybami wystawy znajdowały się czerwone markizy, przypominające kształtem przecięty w pół kapelusz dorodnego grzyba.
  Brandon podszedł do Patricii i spojrzał w dół. Na chodniku leżał sfatygowany egzemplarz Newsweeka. Prawdopodobnie był to sprawca próby włamania. Mamy świadków, pomyślał Brandon.
- Patrz jaki piękny obraz ? powiedziała Patricia, wskazując na duży obraz w złotej, plastikowej ramie. ? Chciałabym mieć taki w swoim pokoju ? oznajmiła.
- Mnie się tam nie podoba ? odparł Brandon.
Obraz, który wskazała Trisha stanowił zbiorowisko kolorowych kresek, kółek, maźnięć oraz rozmaitych aur. Brandonowi przypominał on przedszkolne bohomazy. Jego uwagę przyciągnął sąsiedni obraz, stojący nieco wyżej na drewnianej sztaludze. Przedstawiał on jesienny krajobraz lasku, przez który przedziera się skromny strumyczek otoczony zewsząd kulistymi kamieniami.
- Ten jest piękny ? powiedział Brandon wskazując palcem na obraz ukazujący fragment lasu ze strumieniem.
Patricia skierowała wzrok na Brandona, po czym powiedziała:
- E tam? Według mnie jest zbyt monotonny i senny.
Senny?, pomyślał Brandon.
- Ja lubię obrazy, na których coś się dzieje ? oznajmiła.
- To może ten ci się spodoba ? rzekł wskazując na obraz znajdujący się w lewym, dolnym rogu wystawy, tuż przy samej szybie ? Dla mnie jest bomba!
  Obraz przedstawiał dwa walczące ze sobą wilki. Stały na niewielkim, zielonym wzgórzu, dookoła którego roztaczał się przerzedzony, iglasty las. Oba wilki miały otwarte szczęki i stały na tylnych łapach. Jednemu z nich ściekała krew z zębów, która spływając drobnymi strużkami w dół utworzyła w okolicy szyi czerwoną plamę na futrze zwierzęcia.
- Jest jakiś dziwny ? oznajmiła Patricia. ? Ale przynajmniej?
- ? coś się na nim dzieje- dokończył Brandon i puścił jej oczko. ? Dziwny to jest dopiero ten?
  Wskazał na duży obraz znajdujący się na samym środku wystawy. Obraz opierał się o stalową sztalugę pomalowaną na czarny kolor. Pod względem rozmiarów był największym dziełem tej części wystawy.
Ukazywał słabo oświetlone pomieszczenie, do którego przez okno znajdujące się w tylnej ścianie wpadała słaba łuna światła. Tylna ściana i okno, wraz z drewnianym stolikiem oraz lekko wsuniętym pod niego krzesłem stanowiły dalsze tło obrazu. Na drugi plan wysuwały się drewniana szafa i mały kredens znajdujące się po lewej stronie obrazu oraz niewielkie łóżko, stojące na białych, cienkich, stalowych nóżkach, po prawej stronie. Na kredensie umieszczona była srebrna taca z pustymi, plastikowymi strzykawkami oraz dwie, małe, szklane buteleczki, przypominające te, w których trzyma się lekarstwa. Pościel oraz prześcieradło łóżka były białe i nosiły na sobie wyraźne ślady użytkowania. Poduszka i kołdra leżały pogniecione na skraju materaca. Na bocznych ścianach pokoju nie wisiał ani jeden obraz. Biel ścian oraz przedmiotów znajdujących się w pomieszczeniu kontrastowała z panującymi w nim półmrokiem.
Na pierwszym planie, niemal od górnej do dolnej ramy obrazu rozciągała się czarna postać. Czarna postać to najtrafniejsze określenie tego, co stało na środku pokoju. Były to kontury drobnego człowieka, o długich włosach, wypełnione od środka przez jednolitą czerń. Zupełnie jakby ktoś wyciął głównego bohatera obrazu nożyczkami. Falista linia w dolnej części postaci, znajdująca się tuż przy podłodze mogła świadczyć, że ma ona na sobie sukienkę, sięgającą aż po kostki.
- Ten obraz przyprawia mnie o dreszcze ? powiedziała Patricia. ? Myślisz, że autor obrazu celowo nie namalował zwyczajnej postaci?
- Nie wiem ? odparł Brandon. ? Może bohater obrazu wyszedł na chwilę na papierosa.
Brandon wyciągnął z kieszeni zapalniczkę i podpalił sobie Pall Mall?a.
- Ten obraz mi się nie podoba, jest ponury i smutny ? oznajmiła Patricia. ? Jak myślisz co to za pomieszczenie?
- Te na obrazie? ? zapytał.
- Tak ? odpowiedziała.
- Nie wiem. Przypomina mi pokój mieszkalny na oddziale jakiegoś szpitala ? powiedział. ?Ale może to zwykły pokój. Lepiej stąd pryskajmy, zaraz może lunąć.
  Na ulicy zerwał się porywisty wiatr. Oboje spojrzeli w górę. Większość nieba pokrywały ciemne, gęste chmury. Księżyc zniknął za ich pierzastą powłoką. Na ciele Brandona pojawiła się gęsia skórka, miał na sobie jedynie koszulkę bez rękawów. Spojrzał się na Trishe. Wiatr potargał jej włosy i teraz nie było widać jej twarzy. Pomyślał, że włosy zakrywające jej buzię przypominają mu kurtynę w teatrze. Rozbawiło go to.
- Kurczę, a ja tak strasznie chciałem się dziś jeszcze poopalać ? rzekł.
Patricia stała nieruchomo przez chwilę, po czym podniosła rękę i wymierzyła kuksańca Brandonowi. Ten uchylił się i odskoczył w bok.
- Pudło ? powiedział. ? Dobra, Pat, myślę że na nas już pora?
  W tej chwili zorientował się, że mówi już tylko do powietrza. Patricia podbiegła do prawej strony wystawy. Brandon bez chwili namysłu ruszył w jej kierunku. Po drodze  zatrzymał się przed wejściem do galerii. Na szklanych drzwiach przyklejono białą karteczkę z napisem ,,ZAMKNIĘTE??. Wyżej, nad drzwiami widniał bogato zdobiony, złoty szyld z wygrawerowanymi słowami: ,,Kociołkowa Galeria-szczypta wyobraźni i naparstek finezji?? . Brandon pomyślał, że nazwa jest owszem, niczego sobie, ale?
- Braaaands! Chodź tu, szybko! ? krzyknęła Patricia. ? Tutaj, tu?
  Brandon podbiegł natychmiast do Trishy. Spojrzał na nią. Trzymała obie dłonie na policzkach, jej oczy rozszerzyły się i wyglądały teraz jak piłeczki do ping-ponga, miała szeroko rozdziawione usta. Obrócił głowę w stronę szyby i szybko odskoczył do tyłu.
- O ja pier?! Tam jest człowiek! Zobacz! Widzisz!? ? krzyknął.
- No przecież widzę! ?powiedziała Patricia ? Co ona tu robi?!
- Nie wiem ? odparł Brandon. ? Musimy stąd uciekać i to już! To pewnie włamywacze!
Zapadła krótka cisza.
- Ej, czekaj? - powiedziała Trisha, przytrzymując go za prawe ramię. ? Ona coś pokazuje, trzyma coś w ręku?
  Za szybą wystawy stała smukła postać. Miała długie, jasne włosy i niesamowicie białą cerę. Wymachiwała co i rusz swoimi żylastymi, kościstymi rękoma we wszystkie możliwe strony. Postać poruszała cały czas swymi ustami próbując coś powiedzieć, ale Brandon i Trisha nic nie słyszeli.