Poezja

Jakub Nowakowski
Jakub Nowakowski


albo nigdy

twojość we mnie pisze palcem na warstwie kurzu sakramentalne pytania
o meandrach przeszłości o znaczeniu teraz o zrywaniu owoców za rok za dwadzieścia lat
mojość w tobie to pierwszy krok na uporczywie wypatrywanym lądzie
i jeszcze wiatr który przycupnął świadomy swojej mocy mogącej oplątać dłonie stułą
ale niosący ze sobą zapachy i liście drzew wyznaczonych na ścinkę

oboje wiemy że teraz jest najważniejsze bo nasz Bóg to ciągłe teraz
czego mielibyśmy się obawiać jeśli łączy nas ktoś tak potężny i czuły
kiedy karmisz mnie ustami jestem zadziwiony jak Izrael zbierający mannę
o ile jednak tamci jedli do syta ja muszę uciszać mój głód goniąc ostatni autobus
stygnę z każdym przystankiem a zblazowany kierowca nie wie nawet że dźgam go słowem
ZAWRACAJ

śniło mi się że przyniosłem ci śniadanie do łóżka a ty jadłaś bez słowa
i tylko twoje radosne spojrzenie mówiło że nasze jest teraz





i że cię nie upuszczę

jesteś moją przełożoną kiedy po kąpieli
dyndasz po obu stronach ramienia
dajesz się nieść jak półtusza
wypowiadane szeptem marzenia dowodzą
że dusza jest cała choć przerąbana sakramentem

wystrojona w prześcieradło srożysz się udając araba
i wiem że zaraz wybuchniesz śmiechem
a po wszystkim płaczem

nie boimy się czarnych scenariuszy
w nocy zlewają się z tłem
a rano bledną w kawie z mlekiem
w ogóle się  nie boimy
bo czy można mieć bardziej przerąbane życie
niż nasze
sprawiedliwie pól na pół
i niesprawiedliwie bo tylko do śmierci





jako i my odpuszczamy...

kiedy milczysz nie ma cię podwójnie
czas jest kulawym ślimakiem na zboczu szklanej góry
kiedy milczysz rosną mi uszy
przez okno wychodzą zgiełk przesiewać

jawi mi się kreska twoich warg czarna równa
szlaban po środku drogi przebaczenia
rozglądam się za litościwym indianinem
łaskawym mieszkańcem samarii gotowym zdjąć mi skalp
żeby bólem zwalczyć ból i naiwność piotrusia pana

bo przecież nie przemówisz solą chlebem zapomnieniem
to milczenie jest złotem na które mnie nie stać
chyba że moje własne zacznie procentować
i w ciszy jakości stereo zrozumiemy
że nie myśmy wybrali ale nas wybrano





napisy końcowe

bukiet zniczy to pożegnanie w twoim stylu
nawet kiedy pierwszy raz wyznawałaś miłość
kościół wypełnił swąd przegrzanego wykrywacza kłamstw
a pomiędzy biorę ciebie a wypierdalaj tylko ciche dni
na przemian z cichym seksem

jestem zbyt dziecinny żeby zgorzknieć
chodzę za to z rozwiązanymi sznurówkami
i boję się że po zmroku nie trafię do domu
tak się kończy nacinanie pnia dorosłości

żywica
martwica





szczecin

śledź smakuje najlepiej prosto z gazety
ta starozakonna prawda czczona w moim parku
przy kościele świętego chcieja ma w mieście portowym
szczególną kombatancko stoczniową oprawę
śledź musi być z centrali
choć centralę zdecentralizowali i pochowali już dawno
a gazeta robotnicza musi być
choć robotników oskubali z roboty a gazetę z czerwonej flagi
od czego jednak mają bękarty solidarności druhnę nalewkę
co świat zmienia w wszechświat i w podlotka starą żonę
psy trawniki okupują tak że się najlepsi saperzy gubią
dzieci lody na przemian ze smarkami oblizują
niebo się raduje
ziemia się kręci
gazeta po śledziu nieczytelna