Poezja

Maria Bohdziewicz
Maria Bohdziewicz


1.

Mamy brzuchy od piwa,
nie od rodzenia dzieci
Chcielibyśmy latać,
a kończy się na "jak leci?"
Czasoprzestrzeń zakrzywia się
nieco częściej,
niż w weekendy
Nie mamy skrupułów,
za to mamy fajne skarpety
Nie czujemy mięty,
nie mamy też tej chemii
Nie chcemy być pewni,
bo po co być pewnym?
Mamy tak wiele,
że wypada nam z kieszeni
I sypią się na ziemię
złote monety
Mamy tylko siebie
I nie kochamy siebie
z całego serca
Niestety





2.

Jedliśmy kanapki
i rozmawialiśmy o Franku Sinatrze
o Sartrze
i jeszcze na jakieś
poważne tematy
Chcieliśmy tylko śmiać się
i tańczyć
zdać w końcu prawo jazdy
porobić opłaty
a jak starczy
kupić nowe najki
Piliśmy herbatę z fusami
z których ponoć można wróżyć
nie robiliśmy tego
bo większość z nich
wpadała nam do buzi
Nie mieliśmy wielkich planów na jutro
chcieliśmy się tylko obudzić
pójść po zakupy
w niedzielę pościerać kurze
po obiedzie trochę się ponudzić
Normalnie zgubić normalny bilet
i jeszcze chwilę
nie być duzi





4.

Nieznośna lekkość butów
przywlekła mnie aż tutaj
?Polska dla Polaków!?
krzyczał jakiś pan do ucha
Widziałam
jak taka gruba pani
za wyżebrane pieniądze
kupowała papierosy w Biedronce
Mentolowe
Pani z zapałkami
co noc marznąca w bramie
W nabrzmiałej twarzy
miała wypisane
wyrazy bez znaczeń
Kilka słów na ?k? i ?ch?
kilka zębów
które kiedyś
pewnie były białe
kilka zmarszczek narysowanych
ostrym kantem
wąsy po mleku zsiadłym
parę ładnych
lat
Obok stał ten facet
co falsetem
wyganiał uchodźców
za miedzę
Chwiali się na wietrze
trzymali się za ręce
śmiali się z przechodniów
mówili, że są wolni
że im wolno
że im wszystko wolno
Widuję ich czasem
Mają czerwieńsze twarze
odmrożone palce
korzenie zapuszczone w ławce
za każdym razem
ważą więcej o siatki
i tyle, co im dadzą
Zatopione statki
z tej samej matki
piękne dwudziestolatki
jak u Hłaski
z dwudziestoletnim stażem
na dworze





5.

Masz taką skórę,
Co załamuje
Światło w kącikach rozwartych ust.
Masz takie czoło,
W którym jezioro
Zatapia milczące historie słów.
Mówisz, że nie wiesz,
Że nie pamiętasz
A w każdej zmarszczce
chowasz kalendarz.
Jesteś tak piękna
I niepojęte,
Że mogłaś być kiedyś piękniejsza.
Kiedy tak patrzysz,
To widzę Auschwitz.
Widzę kawałki całkiem wyraźnie
Na twojej twarzy plamy bezkształtne
Zgryzione wargi
Wydarte kartki
Wraki.
I każdy nad każdym,
Od zawsze.
Widzę w twych zębach
Ślady pęknięcia
Człowieka na pół
Człowieka w częściach
Widzę jak czekasz
Wtulona w powietrze
Wtopiona w miejsca
Bez dna.
Jak ja.
Dlaczego masz takie wielkie oczy?
By widzieć.
Dlaczego takie wielkie uszy?
By słuchać.
Dlaczego masz takie wielkie zęby, babciu?
By ci powiedzieć,
Że nie wiesz.
Nic nie wiesz.
Jak ja.