Publicystyka

Monika Kończal
Monika Kończal
miasto: Wrocław

Zaczęło się od marzeń o aktorstwie, skończyło na licencjacie z wiedzy o teatrze. W ogólnym rozrachunku - nie żałuję. Na teatr nadal wolę patrzeć i go uprawiać, przychodzi jednak taki moment, kiedy chciałabym na jego temat jakkolwiek się wypowiedzieć. Uważam, że o teatrze, spektaklach najlepiej rozmawiać, ale czasem lepiej najpierw uporządkować myśli i umieścić je w formie pisanej. Trochę teoretyzowania, trochę recenzji, trochę poezji. Zobaczymy, gdzie mnie pióro poniesie.


Po co teatr?

Po co w ogóle komukolwiek teatr? Czy w teatrze chodzi o to, żeby widz uwierzył? Czy może po prostu ma się dobrze bawić? Może wcale nie musi nic zrozumieć, ani wynieść czegokolwiek wartościowego, nie wspominając już o głębokich przemyśleniach i przeżyciu duchowego oczyszczenia? Czego oczekuje współczesny widz? Wrażeń? Zaskoczenia? Zniesmaczenia?

Zanim o widzu i teatrze współczesnym, wróćmy może do początku ? do starożytnej Grecji. Powszechna wiedza na ten temat ogranicza się do stwierdzenia, że teatr zaczął się przy okazji Wielkich Dionizji. To właśnie od tego obrzędu mówi się o trójjedynej chorei ? sprzężeniu muzyki, tańca i śpiewu (czy też melorecytacji). Wielu badaczy twierdzi jednak, że były to podstawowe części rytuałów ludów prymitywnych na długo przed Hellenami. Warto zaznaczyć, że takie pierwotne zachowania obecne były praktycznie we wszystkich kulturach tradycyjnych. Dlaczego więc Dionizje? Ponieważ wydają się pierwszym tak wysoce rozbudowanym zjawiskiem, pionierskim przedsięwzięciem, sformalizowaniem i nadaniem artystycznego kształtu rytuałom. Już wtedy poeta i aktor musieli zabiegać o widownię. I chociaż konieczne były ścisłe ramy kompozycyjne, zachowanie na scenie, odpowiednia deklamacja, to aby zyskać przychylność widza, zostać zapamiętanym, potrzebny był element zaskoczenia.

Przez lata teatr ulegał modyfikacjom, dostosowując się do aktualnej sytuacji społecznej i politycznej, będąc swoistym komentarzem rzeczywistości. Na wiele lat zapomniano o rytualnym podłożu, pojmowaniu spektaklu jako obrzędu i miejsca spotkania. Aż do czasów Stanisławskiego i Meyerholda (I połowa XX wieku). To oni zapoczątkowali myślenie o powrocie współuczestnictwa aktorów i widzów w spektaklu. Jerzy Grotowski wierzył, że będzie to możliwe dzięki wskrzeszeniu rytuału. Pojawił się jednak problem ? trudno o wznowienie obrzędowej jedności, kiedy nie funkcjonuje jeden system znaków mitycznych. Ludy pierwotne odpowiedzi na egzystencjalne pytania szukali w mitach. Historie te były wszystkim jednakowo znane. Levi Strauss, a za nim Leszek Kolankiewicz twierdzą, że mit nie ma racji bytu we współczesnym świecie, ale doskonale zastępuje go muzyka. Dlaczego? Bo jak on pokonuje czas. Kiedy słowa są niewystarczające, potrzeba innej drogi przekazu. Muzyka jest prawdziwym, uniwersalnym językiem poza wszelkimi kategoriami. Nietzsche twierdził, że nasza niekompetencja w stosunku do tragedii greckiej wynika z faktu, iż nie mamy dostępu do jej podstawowej warstwy ? do muzyki. W takim razie czy w ogóle jest sens podejmować próby powrotu do istoty teatru? Myślę, że tak. Trudno powiedzieć, czy przeżyjemy kiedykolwiek prawdziwe teatralne katharsis (pojęcie nadal owiane tajemnicą). Niektórzy współcześni twórcy, twierdzą, że kluczem do odczytania spektaklu nie powinny być konteksty, a zmysł wewnętrzny. Bazując na oddziaływaniu kinestezyjnym wydają się być blisko zaczarowania widza. Czym jest kinestezja? To współodczuwanie ruchu, pozatekstowy kontakt na linii aktor-widz, a możliwe jest to dzięki porozumieniu fizycznemu i emocjonalnemu. Jak to działa? Zanim pojawią się konteksty, dochodzi do czysto fizjologicznej, spontanicznej reakcji na zaistniałą sytuację. Ponadczasowa, pozakulturowa, uniwersalna ekspresja ciała, dźwięku i rytmu jest intuicyjnie i nieświadomie rozpoznawana przez widza. Właśnie dlatego Możliwe jest prawdziwe odebranie spektaklu, a wręcz uczucie uczestniczenia w nim.

Dzisiaj mamy wybór, sami decydujemy, co chcemy zobaczyć, ponadto nikt nie może nam narzucić konkretnej reakcji na oglądany spektakl. We współczesnym teatrze mieszają się wszystkie znane dotąd konwencje, nurty, szkoły gry aktorskiej? Oferta jest bogata, ale czy chcemy i potrafimy z niej korzystać?

Myślę, że podstawowym błędem w myśleniu o teatrze jest pojmowanie go jako instytucji. Właściwym wydaje się podejście do sytuacji spektaklu jak do spotkania z drugim człowiekiem, z myślą, emocją, żywą materią. Minęły już czasy rządów futer i smokingów, teatr nie zamyka się na nikogo, stał się dostępny wręcz na wyciągnięcie ręki. Warto więc skorzystać z tego zaproszenia, sprawdzić, co może się wydarzyć. Pozostając w temacie rytuału, ruchu, muzyki i kinestezji, myślę, że godnym polecenia jest, na przykład, Teatr Pieśń Kozła, którego trzy pierwsze spektakle, będące próbą odtworzenia antycznego dytyrambu, mogą okazać się dobrą okazją do sprawdzenia na własnej skórze powyższej teorii. Równie ciekawym doświadczeniem będzie niewątpliwie spotkanie z aktorami Ośrodka Praktyk Teatralnych ?Gardzienice? (skąd z resztą wywodzą się twórcy Pieśni Kozła). Oczywiście nie każdemu musi przypaść do gustu taka estetyka, jest to tylko jedna z wielu możliwości, jakie oferuje współczesny teatr. Nie bójmy się więc wyjść z domu, a dajmy sobie szansę spotkania z człowiekiem w zupełnie nowych okolicznościach. Teatr nie gryzie, Ty, Widzu, spróbuj za to rozgryźć teatr.